Skip to main content
search
Informacje

Kącik historyczny gminy Zielonki

By 1 sierpnia 2013No Comments
Print Friendly, PDF & Email

Ostatnia aktualizacja 1 sierpnia 2013 przez admin

1. Kościuszkowskie ślady

Na polach pomiędzy Bosutowem a Dziekanowicami obozowało kilka tysięcy powstańców. Tu działa się historia…

wyzga

Historyk i sołtys Dziekanowic Mateusz Wyżga przy
pomniku kosciuszkowskim w Bosutowie: w tle wzgorza
nad Dziekanowicami, gdzie obozowali powstańcy Tadeusza
Kościuszki i gdzie do ostatniej wojny znajdowała się mogiła
zmarłych z ran odniesionych w walkach pod Racławicami 

Trudno znaleźć ślady mogiły powstańców kościuszkowskich, którzy zmarli z ran w obozowisku pomiędzy Bosutowem a Dziekanowicami (gmina Zielonki). Jest natomiast szansa na dotarcie do spisu poległych z 1794 r. Takie zadanie postawił przed sobą Mateusz Wyżga, sołtys Dziekanowic, a zarazem doktorant historii w Akademii Pedagogicznej w Krakowie.
Po zwycięstwie pod Racławicami 4 kwietnia 1794 r. wraz ze swymi oddziałami Tadeusz Kościuszko wycofał się przez Słomniki, Michałowice i Bibice pod Kraków. Obawiał się bowiem, że w razie otoczenia przez Rosjan nadwątlone siły powstańcze nie poradzą przeciwnikowi. Od 6 do 24 kwietnia kościuszkowcy obozowali na polach pomiędzy dworkiem kapitulnym w Bosutowie a wzgórzem rozdzielającym doliny Dłubni i Sudołu w Dziekanowicach.
To było doskonałe miejsce na obóz, roztaczały się stąd widoki we wszystkich kierunkach. Pod gołym niebem początkowo obozowało sześć tysięcy ludzi. Tylko naczelnik kwaterował w drewnianym dworku, po którym nie ma dziś śladu – mówi Mateusz Wyżga.
Obóz był umocniony obwałowaniami ziemnymi, broniła go artyleria złożona z 33 armat i haubic, w tym zdobycznych.
Tu, w Bosutowie, działa się historia: nobilitowano Bartosza Głowackiego, powstał projekt uniwersału połanieckiego, czyli wydanego nieco później dokumentu, który przyznawał chłopom pańszczyźnianym ograniczoną wolność osobistą. W Bosutowie sformowano regiment grenadierów krakowskich ze wszystkich chłopów, którzy po Racławicach nie rozeszli się do domów.
Z czasem liczba obozujących wzrosła do 10 tysięcy osób, które pod wodzą Kościuszki wyruszyły pod koniec kwietnia w kierunku Igołomi.
Na początku XIX wieku Michał Stachowicz namalował nawet obraz “Obóz Kościuszki pod Bosutowem”.
Jeszcze 100 lat temu na terenie dawnego obozu była mogiła powstańców zmarłych tu, przez te kilkanaście dni, z ran.
Część z obozujących po walce przybyła poharatana: z urwanymi rękami, nogami. W rany wdawała się gangrena, więc rozumie się samo przez się, że umierali – opowiada Mateusz Wyżga.
Wiadomo nawet, jak wyglądała mogiła – był to kopiec o wysokości 6 metrów, początkowo zwieńczony drewnianym krzyżem, a potem prawdopodobnie obeliskiem lub pomnikiem. Już przed wojną mówiono, że “był pod ochroną państwową”. Obecnie nie ma po nim żadnego śladu: czas zrobił swoje. Teraz to grunty prywatne.
Obóz Tadeusza Kościuszki przypomina tylko pomnik w Bosutowie, ustawiony w 1894 r., więc w 100-lecie insurekcji. Podczas II wojny światowej zniszczyli go częściowo Niemcy, którzy również, jak zapamiętali starsi mieszkańcy, kazali rozkopać powstańczy grób, by uczynić z niego punkt obserwacyjny.
Na tablicy pomnika, wmurowanej w latach 70. XX wieku, wspomniano, że stanął on ku czci “kosynierów i żołnierzy Naczelnika, którzy zmarli w Bosutowie z odniesionych ran w bitwie pod Racławicami” i zostali pochowani “w mogile na wzgórzu na granicy wsi Bosutów-Dziekanowice”.
Ilu ich było, tego nie wiadomo. – Trzeba przyjąć, że kilkudziesięciu, ale wciąż w tej kwestii nie można postawić kropki nad “i” – nie ukrywa historyk.
Ale być może wkrótce to się uda.
O tym, że w archiwum parafii św. Małgorzaty w Raciborowicach (gmina Michałowice), do której ongiś należały także Dziekanowice, na strychu znajduje się spis poległych, wspominał badaczowi były proboszcz ks. Stanisław Migas.
Zmarli nie zostali odnotowani w księgach parafialnych. Nie wiadomo dlaczego, może księża bali się represji? – zastanawia się Mateusz Wyżga. Udało się mu już uzyskać zgodę obecnego proboszcza ks. Wiesława Cholewy na przeprowadzenie badań archiwalnych.
Być może wśród ksiąg metrykalnych schowano również ten spis. Ksiądz Migas wspominał, że miał go w rękach. Myślę, że mam jeszcze szansę go odnaleźć. Ale to wymaga kwerendy, a kwerenda czasu – mówi Mateusz Wyżga.
Sołtys chciałby, żeby zapomniana mogiła została kiedyś upamiętniona; niekoniecznie tam, gdzie powstańcy spoczęli na wieki, ale na pewno w Dziekanowicach. Może niewielkim pomnikiem lub choćby tablicą, właśnie z listą nazwisk poległych. Tekst i fot.: (SUB)

 

tablica 
Tablica na pomniku w Bosutowie, która
wspomina o istnieniu mogiły powstańców
kościuszkowskich.
 

{mospagebreak}
2. Tragiczny koniec nieszczęśliwej miłości

milosc 
 Fot. Małgorzata Kmita – Fugiel

Uwagę niejednego zwiedzającego kościół w Zielonkach przyciągają umieszczone na ścianach pamiątkowe tablice. Na jednej z nich – wmurowanej w dzwonnicę – widnieje epitafium Jana Cieszkowskiego. Jak głosi napis, był to dziedzic Pękowic i obywatel Wolnego Miasta Krakowa, zmarły w 1829 r. Nic ponad to o nim nie wiadomo.
Wiadomo za to – dzięki “Sądownictwu Rzeczpospolitej Krakowskiej” Józefa Louis-Wawela, wydanemu w 1884 r. w Krakowie – o historii córki Jana Cieszkowskiego, Julii. Swego czasu była to głośna i powszechnie znana w Krakowie sprawa.
Julia, dziewczyna młoda i piękna, zakochała się w niejakim Glinichu, synu piwowara z Radomia. Jednak z woli matki i za poduszczeniem pewnych osób, którym nie w smak był taki mezalians, miała wyjść za starego i bogatego kawalera Pisarzewskiego, słynnego ze “sknerstwa i oryginalności”. Tuż przez ślubem pojawił się jednak w Pękowicach na koniu Glinich i poprosił ukochaną o chwilę pożegnania. Odeszli do znajdującej się za dworem altany – po chwili rozległ się huk dwóch strzałów: chory z bólu czy zazdrości kochanek postanowił pozbawić życia siebie i Julię. Pistolet załadował dwiema kulami – jednak w trakcie szamotaniny z dziewczyną, która nie chciała rozstać się z życiem, broń wypaliła dwukrotnie. Cieszkowska padła martwa.
Oszalały z rozpaczy Glinich uciekł z miejsca zbrodni i schronił się we młynie. Tam próbował popełnić samobójstwo, zadając sobie ciosy w brzuch i piersi nożem do skrobania ziemniaków. Pomimo ran przeżył – i został aresztowany. Słynny z daru wymowy mecenas Rzesiński rozwinął podczas procesu taką orację, że poruszył sędziów. Kochanek morderca uniknął śmierci, a po kilku latach więzienia został ułaskawiony. Nie wiadomo, jak ułożył sobie życie.
Losy Cieszkowskich nie są znane. Występuje wprawdzie w dokumentach z 1855 r. dziedziczka Pękowic Marianna Cieszkowska (umarła w 1864), ale czy była to matka czy siostra Julii, ofiary nieszczęśliwej miłości – źródła nie podają…

MATEUSZ WYŻGA

 

strong

Close Menu
 
1 lipca 2022
Skip to content